W dniach 7- 11 X uczniowie klasy VII przebywali pod opieką pani Anny Foryś, pana Grzegorza Szewczyka oraz pani Katarzyny Stawiarskiej na zielonej szkole w Zawoi.
Zawoja to największa wieś w Polsce (ośrodek Modrys, w którym mieszkaliśmy miał numer 2528). Miejscowość położona jest u stóp Babiej Góry. Właśnie tu czekają na was bajeczne krajobrazy, przepyszna kuchnia, interesujący folklor babiogórski i sztuka ludowa regionu.
W Zawoi znajdujemy jedyne w swoim rodzaju obiekty rekreacyjne i edukacyjne, funkcjonalne zaplecze noclegowe, gotowe przyjąć jednorazowo ponad trzy tysiące turystów, zabytki szlaku architektury drewnianej oraz dziesiątki kilometrów szlaków turystycznych i ścieżek rowerowych. Nade wszystko zaznacie tu gościnności, którą długo będziecie wspominać!
Przedstawimy krótko co tam robiliśmy przez 5 dni naszego pobytu.
Dzień I
Po przyjeździe na miejsce zostały nam przydzielone pokoje. Po krótkim odpoczynku i rozpakowaniu się zeszliśmy na jadalnię. Poznaliśmy naszego gospodarza, właściciela Ośrodka Modrys pana Wojciecha Trybałę oraz przewodnika, pana Marcina. Po pysznym obiedzie odbyliśmy spacer po okolicy z naszym przewodnikiem, który w interesujący sposób opowiadał ciekawostki o Zawoi i Babiej Górze. Poruszaliśmy się szlakami Babiogórskiego Parku Narodowego. Weszliśmy na szczyt, z którego roztaczał się przepiękny widok na Babią Górę i Zawoję.
Po kolacji mieliśmy pierwsze zajęcia z serii folk design - spotkaliśmy się z rzeźbiarzem z Beskidzkiego Centrum Zabawki Ludowej w Stryszawie. Twórca ludowy opowiadał o swojej działalności, pokazał jak się rzeźbi w drewnie, np. ptaki. Następnie każdy z nas dostał pędzelek i zestaw farb oraz specjalnie przygotowanego, pomalowanego na biało ptaszka. Malowanie drewnianych ptaszków beskidzkich sprawiło nam wiele radości.
Codziennie po kolacji wspólnie czytaliśmy ,,Balladynę” . Wszyscy byli zaangażowani, bo tekst czytaliśmy z podziałem na role. Spodobała nam się taka forma poznawania lektur.
Dzień II
Drugi dzień rozpoczął się gimnastyką prowadzoną przez Pana Szewczyka i każdy kolejny początek dnia wyglądał podobnie. Po śniadaniu odbyliśmy łatwą pieszą wycieczkę do Ośrodka Edukacyjnego Babiogórskiego Parku Narodowego. Prowadził nas pan Trybała, który bardzo ciekawie opowiadał. Na miejscu zobaczyliśmy wszystkie gatunki zwierząt żyjących na terenie parku oraz rodzaje roślinności w poszczególnych piętrach. Usłyszeliśmy także odgłosy lasu: śpiew ptaków, porykiwanie niedźwiedzia. Obejrzeliśmy film o ciekawostkach babiogórskich oraz zagadnieniach związanych z ochroną przyrody babiogórskiej. Po drodze wstąpiliśmy do sklepiku z pamiątkami, kupiliśmy pocztówki żeby wysłać je do rodziców. Następnym punktem dnia była wizyta w Skansenie Budownictwa Babiogórskiego im. Józefa Żaka. Skansen prezentuje stare chaty góralskie o typowo babiogórskim stylu budownictwa. Widzieliśmy całe gospodarstwo dawnych górali, Pan nam pokazywał różne narzędzia rolnicze używane w dawnych czasach. Po powrocie do ośrodka, zjedliśmy obiad i mieliśmy chwilę na krótki odpoczynek. Potem Pani Foryś przeprowadziła lekcję biologii.
Najfajniejszym punktem programu była gra terenowa zorganizowana przez właściciela ośrodka. Świetnie się bawiliśmy! Gra była fajna i ciekawa.
Przed kolacją poszliśmy na spacer do ,,Galerii na Uciechę”, gdzie można było kupić bardzo dużo ręcznie robionych pamiątek. Wieczorem mieliśmy folklor na wesoło – spotkanie z góralami zawojskimi, którzy nie tylko dla nas śpiewali góralskie piosenki, ale również opowiadali nam o swoich instrumentach oraz nauczyli nas piosenki. To byłą świetna prezentacja folkloru góralskiego. Po spotkaniu graliśmy w “Mafię”. I tak zakończył się dzień drugi.
Dzień III
Po śniadaniu mieliśmy kolejną lekcję biologii. Po krótkim pokazie możliwości kręgosłupa, omawialiśmy funkcje elementów szkieletu osiowego. Następnie zabraliśmy się za pisanie kartek pocztowych z pozdrowieniami dla rodziców.
Pan Marcin zaprowadził nas na kolejne zajęcia z serii folk design. Tym razem trafiliśmy do pracowni ,,Cacane patchworki”, gdzie po instruktażu Pani Lidii wykonaliśmy coś co przede wszystkim jest praktyczne: saszetkę, kosmetyczkę na drobiazgi, etui na tablet, telefon i wiele różnych, drobnych rzeczy. Każdy z nas dostał kawałek filcu, igłę, nici i przystąpiliśmy do szycia. Każdy musiał wykazać się kreatywnością ozdabiając swoje dzieło. Mimo braku umiejętności okazało się, że nasze prace będą cudownym i niepowtarzalnym prezentem dla Najbliższych lub cieszyć nasze oko.
Wracając wrzuciliśmy do skrzynki pocztowej pocztówki do rodziców.
Kolejnym punktem była wizyta w Izbie Pamięci Św. Jana Pawła II, gdzie wysłuchaliśmy ciekawych informacji o naszym Papieżu, obejrzeliśmy stare zdjęcia z górskich wędrówek Karola Wojtyły i film dokumentalny. Po projekcji udaliśmy się do sklepu z pamiątkami.
Po powrocie do Modrysa Pan Szewczyk przeprowadził lekcję historii opartą na oglądanym filmie.
Po obiedzie były zajęcia z serii folk design – tym razem malowanie na szkle w technice konturowej. Każdy otrzymał szkło w kształcie prostokąta, farby, pędzel. Naszym zadaniem było namalowanie dowolnego obrazu. Tematyka naszych prac była różna, np. góry pokryte lasami, krajobrazy.
A po kolacji zaplanowany był wieczór filmowy. Zajadając się popcornem oglądaliśmy film ,, Niezgodna”. Po filmie jeszcze kolejka Mafii i można się rozejść do pokoi.
Dzień IV
Po śniadaniu była kolejna lekcja biologii. Tym razem zajmowaliśmy się szkieletem kończyn, rodzajami połączeń kości oraz budową stawów i zakresem ich ruchów. Wkrótce zjawił się nasz przewodnik Pan Marcin zabrał nas na wyprawę w góry. Trasa była dość łatwa i przyjemna. Na początku szliśmy ulicami Zawoi, które wkrótce zmieniły się w kręte, wąskie dróżki. Pan Marcin jak zawsze ciekawie opowiadał o Beskidach, zwierzętach i ludziach gór. Szczególnie zainteresowały nas dzwonnice loretańskie, które widzieliśmy po drodze. Przewodnik opowiadał, że z pielgrzymek do Loreto przywożono m.in. dzwonki mające odpędzać złe moce, a także rozpędzać chmury burzowe i powstrzymywać związane z nimi nieszczęścia. W tym samym czasie w świątyniach jeden dzwon, zazwyczaj najmniejszy, poświęcany był niekiedy w intencji zażegnywania żywiołów. Miał nawet nieraz napis fulgura frango czyli „rozłamuję pioruny”. Władze kościelne starały się stopniowo eliminować wiarę w cudowną moc przedmiotów, w amulety i talizmany, dlatego w końcu zakazano używania dzwonów kościelnych do rozpędzania burzy. Nie wyeliminowało to jednak ludowej wiary w cudowną moc dzwonków loretańskich i w XVIII w. zaczęto budować po wsiach dzwonnice z dzwonami poświęconymi Matce Bożej Loretańskiej. Ich głos miał nie tylko ostrzegać przed pożarem – ludzie wierzyli, że dzwonek loretański odstrasza płanetników – złe duchy ściągające z nieba pioruny i grad. Z czasem przypominał on również o odmawianiu modlitwy „Anioł Pański”, wzywał ponadto do gaszenia pożaru oraz na codzienne nabożeństwa majowe i różańcowe. Wiara w dzwonki loretańskie i związane z nimi zwyczaje rozwinęła się głównie wśród górali. Większość dzwonnic została zbudowana w XIX w. lub na początku XX stulecia. Przechodziliśmy obok domu p. Ewy Wachowicz. Spędziliśmy na wędrówce ponad 3 godziny. Wracaliśmy nieco zmęczeni, ale bardzo zadowoleni.
Tego dnia jedna z dziewcząt obchodziła urodziny. Z tej okazji przygotowaliśmy dla niej niespodziankę. Po złożeniu życzeń i odśpiewaniu tradycyjnego ,,100 lat” graliśmy w Mafię, przy której świetnie się bawiliśmy.
Kolejny raz czekały nas zajęcia manualne z serii folk design. Tym razem mieliśmy warsztaty z sianem. Artyści ludowi pokazali nam, jak się robi ekozabawki z siana. To była taka zabawa ekologiczno-przyrodnicza. Do wyboru było zrobienie: królika, wiewiórki, bałwanka lub serduszka. Podczas warsztatów każdy wybrał coś dla siebie i wykonał figurkę z siana. Po skończonej pracy posprzątaliśmy świetlicę i mieliśmy chwilę dla siebie.
Po kolacji czekało nas podsumowanie gry terenowej oraz quiz utrwalający zdobytą wiedzę podczas zielonej szkoły. Były pytania, łamigłówki i zadania, z którymi zmierzyliśmy się jako dwie drużyny: dziewcząt i chłopców. Za każdą poprawną odpowiedź były słodycze, a na koniec dostaliśmy owieczkę – magnes na lodówkę, dziewczęta – czerwone korale i bransoletki, zaś chłopcy – długopisy ciupagi.
Wieczór spędziliśmy na grze w bilard, ping – ponga, słuchaniu muzyki, a po kilku kolejkach ,,Mafii” musieliśmy iść do swoich pokoi.
Dzień V
Po trudnej gimnastyce porannej spakowaliśmy swoje rzeczy, gdyż krótko po śniadaniu musieliśmy wracać, niestety. Przed wyjazdem klasa zrobiła sobie pamiątkowe zdjęcie grupowe. Przed nami ostatni punkt wycieczki – Park Czarnego Daniela, który jest jednym z ośrodków edukacji przyrodniczej i ekologicznej. Po śniadaniu wyjechaliśmy autokarem z naszego ośrodka, przejechaliśmy przez centrum Zawoi i po kilku minutach skręciliśmy
w stronę przysiółka Podpolice, którego nazwa pochodzi od położenia tego osiedla pod grzbietem Policy. Zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie widoczne były znaki z namalowanym jeleniem, które prowadzą do Parku Czarnego Daniela. Po kilku minutach byliśmy już przy ogrodzeniu gospodarstwa, gdzie hoduje się zwierzęta, a powitała nas gospodyni tego ośrodka, Pani Ewelina. Z ciekawością weszliśmy na teren gospodarstwa, gdzie żyją te piękne zwierzęta, a właścicielka opowiadała o każdym z nich ciekawe historie. Żyją tutaj czarne daniele, które są symbolem gospodarstwa, a najstarszy z nich nazywa się Bartek i kilka razy uciekał do lasu, ale zawsze wracał. Jest też w Podpolicach samica białego jelenia o imieniu Śnieżka. Ta piękna łania uwielbia kąpiele błotne, po których robi się całkiem czarna i czasem trudno ją rozpoznać. Obejrzeliśmy wspaniałe poroża, które samce zrzucają każdego roku, a potem znowu im odrastają. Niezwykle trudno znaleźć takie trofeum w lesie, z tym zainteresowaniem oglądaliśmy całą kolekcję. Bardzo zdziwiliśmy się widokiem lam, które nie kojarzą się z Beskidami. Dowiedzieliśmy się, że naturalnie występują w Ameryce Południowej, a do Zawoi trafiła para tych zwierzą o imieniu Antek i Inka, które doczekały się już tutaj potomstwa. Słuchaliśmy opowiadań także o innych mieszkańcach babiogórskich lasów. Wiemy, że mieszkają tutaj także dzikie zwierzęta, takie jak niedźwiedzie, wilki i dziki. Wiele się dowiedzieliśmy o życiu zwierząt, świetnie się bawiliśmy na tej wyjątkowej lekcji beskidzkiej przyrody.
Na koniec nastąpiło to na co czekaliśmy, czyli każdy z nas otrzymał woreczek z ziarnami i mogliśmy karmić zwierzęta. Śmiechu było co niemiara i było to niesamowite doświadczenie, gdy patrzyliśmy na nie z bliska, głaskaliśmy je, a one jadły nam z ręki.
A na razie musimy wracać do Rakowa. W okolicach Krakowa wstąpiliśmy do Mc Donald'a, aby coś zjeść - wszyscy byli zadowoleni. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy w dalszą drogę. Pod szkołą w Rakowie rodzice ze zniecierpliwieniem czekali na swoje dzieci.